Jump to content

Jak urządzilam swój taras, żeby był drugim salonem

From Big Brain Center

Kuchnia w bloku to osobna historia. Odkąd zamontowałam w szafkach systemy cargo i wysuwane półki, przestałam gubić słoiki z przyprawami na zapleczu szafki. Porządek w domu wymaga, by każdy garnek miał swoje miejsce, a nie stał w stosie na blacie. W szufladzie obok zlewu trzymam ściereczki w segregatorze, a nie w kupie, bo wtedy łatwiej je wymienić. I tak codziennie wieczorem przez pięć minut przecieram blaty, co zajmuje mniej czasu niż późniejsze szorowanie zaschniętych plam.

Ostatnim akcentem była zieleń. Nie mam ręki do roślin, więc postawiłam na gatunki odporne na suszę i wiatr. Na balustradzie zawiesiłam skrzynki z lawendą i rozmarynem – pachną obłędnie i odstraszają owady. Pod ścianą ustawiłam donice z trawą pampasową i funkiami, które znoszą cień od sąsiedniego budynku. Do tego trzy pojemniki z pelargoniami zwisającymi, które kwitną od maja do października. Wszystko podlewam systemem kroplującym z czujnikiem deszczu – wystarczy podłączyć wąż do kranu w kuchni i zapomnieć na tydzień. Rośliny nie tylko ożywiają betonową przestrzeń, ale też tworzą naturalną barierę przed wzrokiem sąsiadów. Dzięki temu taras stał się prywatną oazą, gdzie mogę odetchnąć po pracy, nie widząc nikogo obok. Całość zajęła mi trzy sezony prób i błędów, ale teraz to ulubione miejsce w całym mieszkaniu.

W salonie stanęła przede mną kolejna zagadka. Kanapa z funkcją spania musiała pomieścić moich znajomych, którzy często zostawali na noc. Wybrałam model z tapicerką welurową w głębokim granacie, która pięknie mieni się w sztucznym świetle. Do tego dołożyłam podłogową lampę stojącą z abażurem z tkaniny, która kieruje strumień światła w górę i w dół. To tworzy przytulną atmosferę, szczególnie gdy oglądam seriale wieczorem. Zauważyłam, że takie oświetlenie nastrojowe sprawia, że nawet mały pokój wydaje się większy i bardziej gościnny. Dla gości kupiłam dodatkowo małą lampkę nocną na stoliku kawowym, którą mogą zapalić, jeśli wstaną w nocy.

Kiedy przeprowadziłam się do mieszkania z tarasem, myślałam, że to będzie raj. Prawda okazała się brutalna – betonowa płyta o wymiarach 3 na 4 metry, bez cienia, bez osłony od wiatru. Przez pierwszy sezon stał tam tylko plastikowy stół i dwa krzesła, które rdzewiały po dwóch deszczach. Zaczęłam szukać rozwiązań, które sprawią, że to miejsce będzie faktycznie używane, a nie tylko oglądane z okna. Zależało mi na tym, żeby taras stał się naturalnym przedłużeniem salonu, zwłaszcza latem, kiedy w mieszkaniu robi się duszno. Postawiłam na meble, które wytrzymają zmienne warunki, ale jednocześnie będą miękkie i zachęcające do siedzenia. Wybór padł na zestaw z technorattanu, bo nie boi się wilgoci i słońca. Do tego dołożyłam grube poduchy z wodoodpornym wypełnieniem – takie, które można wynieść do domu na noc, żeby nie nasiąkły rosą.

Mam znajomą, która urządziła mały pokój gościnny w bloku z wielkiej płyty. Powierzchnia ledwie 9 metrów, a ona postawiła na wersalkę z tapicerką welurową w głębokim granacie. Efekt byłby jednak średni, gdyby nie odpowiednie oświetlenie nastrojowe. Zamiast głównej lampy, zamontowała wpuszczane halogeny wzdłuż całej ściany, z których każdy ma osobny włącznik. Dzięki temu może sterować natężeniem światła w zależności od potrzeb. Wieczorem zapala tylko dwa skrajne punkty, które malują miękkie refleksy na welurze, a wersalka wygląda jak mebel z luksusowego hotelu.

Nie spodziewałam się, że największym wyzwaniem będą goście na noc. W mieszkaniu mamy tylko sypialnię, a kanapa w salonie jest wygodna, ale nie ma sensu rozkładać jej na jedną osobę. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby na tarasie postawić coś, co spełni funkcję dodatkowego łóżka – ale tylko na ciepłe noce. Znalazłam wersalkę ogrodową z technorattanu, która po rozłożeniu daje płaską powierzchnię. Nie ma co prawda stelaz listwowy jak w normalnym łóżku, ale materac piankowy o grubości 12 cm jest na tyle miękki, że można na nim spać bez bólu pleców. Do tego dołożyłam gruby koc i poduszkę, a całość zabezpieczyłam pokrowcem przeciwdeszczowym. Goście byli zachwyceni, że mogą spać pod gwiazdami, a ja miałam spokój, że nie muszę przekładać nikogo do salonu.

Oświetlenie nastrojowe to nie luksus, a konieczność w blokach z małymi metrażami. Od kiedy zmieniłam podejście do lamp, wieczory stały się przyjemniejsze, a goście częściej chwalą atmosferę. Pamiętajcie, że nie musicie od razu kupować wszystkiego. Zacznijcie od jednej lampy stojącej lub taśmy LED pod łóżkiem. Zobaczcie, jak to zmieni wasze odczucie przestrzeni. Ja zaczęłam od kinkietów w sypialni i po miesiącu dodałam kolejne elementy. Efekt przeszedł moje oczekiwania i teraz nie wyobrażam sobie powrotu do jednej ostrej lampy na środku sufitu.